NIE ZAWIEDZIEMY KIBICÓW


Zapraszamy na wywiad z nowym zawodnikiem seniorów Łukaszem Borczyńskim.

Łukasz Borczyński w zimowym oknie transferowym zamienił Orła Sadków na Strzeliniankę Strzelin. Popularny Borek szybko zaaklimatyzował się w nowym zespole i w meczach kontrolnych zdobył kilka bramek. Czy Borczyński pomoże Strzeliniance utrzymać się w rozgrywkach? Z nowym nabytkiem strzelińskiego klubu rozmawialiśmy o przebiegu jego kariery, przygotowaniach oraz planach na rundę wiosenną.

 

Radosław Kwiatkowski: Jak trafiłeś do Strzelinianki?

Łukasz Borczyński: W zimowej przerwie zadzwonił do mnie trener Strzelinianki Strzelin Piotr Bolkowski i zaproponował mi treningi w swoim klubie. Wcześniej grałem w klasie okręgowej w Orle Sadków, dlatego bardzo ucieszyłem się na możliwość gry w czwartej lidze. Działacze Orła byli zadowoleni z mojej postawy, ale jestem zawodnikiem ambitnym, który wciąż chce się rozwijać. Szybko zgodziłem się na ofertę trenera Bolkowskiego i dziś jestem piłkarzem Strzelinianki.

R.K.: Czy już zaaklimatyzowałeś się w nowym zespole?

Ł.B.: Przychodząc do Strzelinianki wiedziałem trochę o tej drużynie. W strzelińskim klubie grał Michał Łuczak, z którym występowałem w Orle Sadków. W Parasolu Wrocław poznałem obecnych piłkarzy Strzelinianki: Damiana Więckowskiego i Adama Andrusiaka. Wiedziałem, że w Strzelinie jest młody, fajny zespół oraz dobry trener. Nie miałem żadnych problemów z aklimatyzacją. W szatni panuje naprawdę dobra atmosfera i koledzy przyjęli mnie dobrze. Myślę, że trener Bolkowski również jest zadowolony z mojej postawy, więc zapowiada się bardzo ciekawa runda wiosenna.

R.K.: W przeszłości występowałeś na boisku przeciwko Strzeliniance.

Ł.B.: Tak, to prawda. Jeszcze w lidze juniorskiej jako piłkarz Parasola Wrocław i Śląska Wrocław rywalizowałem z graczami Strzelinianki. W tamtych spotkaniach moje zespoły grały ze zmiennym szczęściem. Z drużyną Parasola pokonaliśmy strzeliński klub, ale gdy byłem w Śląsku Wrocław przegraliśmy przy Oporowskiej 2:0. Wtedy w Strzeliniance świetnie grał Michał Masłowski, który w dużej mierze przyczynił się do zwycięstwa. Wielu zawodników ze Strzelina zapamiętał z tamtych spotkań, między innymi: Krzysztofa Rogana i Miłosza Bandurę. Teraz jesteśmy w jednym zespole.

R.K.: Na jakiej pozycji na boisku czujesz się najlepiej?

Ł.B.: Jestem ofensywnym zawodnikiem. Najlepiej czuje się w środku pomocy, ale mogę również występować jako prawoskrzydłowy. W meczach kontrolnych właśnie na tych pozycjach byłem testowany. Trener Orła Sadków również widział mnie w linii pomocy.

R.K.: Okres przygotowawczy za nami. Jak go oceniasz?

Ł.B.: Pierwsze sparingi w naszym wykonaniu były naprawdę dobre. Udało mi się strzelić kilka bramek, ale ja jestem piłkarzem asystującym. Zawsze na koniec sezonu mam na swoim koncie więcej asyst niż goli. Nie jest ważne kto strzela bramki, najważniejsze jest zwycięstwo zespołu. W późniejszych meczach kontrolnych trochę „zeszło z nas powietrze”, ale teraz jesteśmy w optymalnej, wysokiej formie. W rundzie wiosennej nie zawiedziemy strzelińskich kibiców. Jeszcze nie grałem na poziomie czwartej ligi, ale jestem dobrze przygotowany i niczego się nie obawiam.

R.K.: O co walczyć będzie Strzelinianka w rundzie wiosennej?

Ł.B.: Podstawowym celem jest utrzymanie zespołu w czwartej lidze. Ja po cichu liczę na miejsce w pierwszej szóstce na koniec sezonu.

R.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ł.B.: Dziękuję.

 

/ Radosław Kwiatkowski - GAZETA STRZELIŃSKA /